30 kwi 2014

Kolejne centymetry do mojego wyzwania !

Dzisiaj przychodzę do Was z kolejną książką, która aż o 3 centymetry przyczyniła się do zmniejszenia mojego wyzwania :D Dla niewtajemniczonych przypominam :  Wyzwanie polega na tym, żeby w ciągu roku przeczytać tyle książek, że jak byśmy ustawili je jedna na drugiej obok siebie, to wieżyczka z nich miałaby taką samą wysokość jak my :)  Jako, że ja do najniższych nie należę, a 172 centymetry w tym przypadku raczej mi przeszkadza niż ułatwia sprawę, to stwierdziłam, że jakimś cudem - dam radę ! Teraz zapewne już minimum 50 centymetrów powinnam mieć za sobą, a ile przeczytałam ? 13,6 centymetra ! Tak, więc przede mną jeszcze dłuuuuuuuuuuga droga i w sumie końca jej nie widzę, ale co tam :D Nie poddaje się ! A TUTAJ macie wszystko rozpisane dokładnie :) Co przeczytałam, ile miało centymetrów i ile jeszcze zostało mi do końca :) 
A dzisiaj przychodzę do Was z książką Martyny Wojciechowskiej "Kobieta na krańcu świata 3" Warto poświęcić na jej czytanie kilka dni, czy lepiej sobie odpuścić? O tym już za chwilę ! 


Ze względu na swój kierunek studiów staram się czytać bardzo dużo książek podróżniczych. Zarówno tych polskich jak i zagranicznych . Tą książkę najbardziej porównywałam do wydań pani Beaty Pawlikowskiej, w końcu obie są pisane przez kobiety, które zwiedzają świat. Dodatkowo ich okładki, rozmiar i wielkość są praktycznie identyczne, gdyby ktoś zakrył mi oczy i kazał powiedzieć , która to, która to chyba nigdy bym do tego nie doszła :D  I jak książki Pani Beaty w 100% do mnie nie przemówiły- były momenty, że męczyłam się czytając je i wyczekiwałam końca, tak tutaj było wręcz przeciwnie !  Ta książka od razu pochłonęła mnie całkowicie, a ja tylko nieubłaganie patrzyłam jak do końca zostaje coraz to mniej kartek.
Sam model jej budowy bardzo mi się spodobał. Spodziewałam się kolejnej zwykłej książki podróżniczej, która zda nam relacje z jakiegoś obszaru.  Tutaj prezentuje się to trochę inaczej. Przed nami 7 zupełnie innych historii, każda z innego zakątka świata, a wszystkie opowiadają ciekawe losy kobiet, które żyją w zupełnie odrębnych kulturach. I tak w 3 części (tej, którą ja czytałam) spotkamy się z:

Tespal- pochodzi z  Indii, mieszka i  pracuje w świątyni dla szczurów.
Vaitoa- mieszkanka wyspy Samoa i jest Fa`fafine (wiem, że dużo Wam to nie mówi, ale tą historię po prostu trzeba przeczytać ! )
Heather- Australijka po 40, która jest mistrzynią świata w basejumpingu !
Hildą- Rodowitą matadorka !
Amina- mieszkanka Ghany- społeczeństwo wygnało ją, ponieważ została oskarżona o czary.
Shirley- Australijka prowadząca wraz z  mężem park dla dzikich zwierząt. 
Tsepal- pochodzi z Nepalu i obecnie ma 3 mężów.  

Czy, któraż z tych historii wydaje się Wam być mniej ciekawa ? Mnie wciągnęły wszystkie! Te kobiety są po prostu zdumiewające i tak bardzo różne od nas.

W książce mamy 8 rozdziałów, z czego 7 przedstawia nam losy wyżej wymienionych kobiet, a 8 to kulisy nagrywania. Każdy z nich rozpoczyna się przedstawieniem głównej bohaterki i jej zdjęciem (niżej macie przykład:)) Książka oczywiście jest bogata w przepiękne zdjęcia, które jeszcze lepiej pozwalają nam wejść w świat ukazanej postaci. Mnie książka oczarowała ! Dzisiaj lecę do biblioteki po kolejne części i mam nadzieje, że jakieś znajdę ! Będą idealne na nadchodzący weekend majowy.
Książka ponadto, że jest świetnym czasoumilaczem to wiele nas nauczy. Możemy wcielić się w losy bohaterki i wyobrazić sobie, że to własnie my mogłybyśmy tam żyć.  Docenić to, że urodziłyśmy się w wolnym kraju, a nie w Nepalu, gdzie o przetrwanie należy walczyć każdego dnia, czy Ghanie, gdzie za nic rodzina może się nas wyrzec, a miasto wygnać i oskarżyć o czary. W niektóre historie aż ciężko uwierzyć, a te kobiety naprawdę tego doświadczają i to w XXI wieku.

A jak by wyglądałoby nasze życie gdybyśmy urodziły się gdzieś indziej? 
Zapewne tak samo jak naszych bohaterek. 


29 kwi 2014

Fitomed- współpracy ciąg dalszy :)


Kochane, dzisiaj przychodzę do Was tak na chwilkę :) Zaczynam nowe testowanie i wpadam, żeby pokazać Wam produkty, które sobie wybrałam. Jest to kontynuacja (już 3 część!:)) mojej  współpracy ze sklepem Fitomed. Poprzednio, jak pamiętacie, albo i nie testowałam: 

Wszystkie produkty tej marki, jak na razie ( i mam nadzieję, że tak pozostanie!) sprawdzają się u mnie bardzo dobrze :) Szampon i odzywka już zdenkowane- olej z glinką dobijają dna ! :)
Co wybrałam tym razem? 



Jak widzicie zaczynam testowanie żelu do twarzy ziołowego do cery suchej i wrażliwej oraz oleju, tym razem z avocado :) Czemu wybrałam akurat te produkty ? 
Żel, ponieważ szukałam czegoś na codzień do oczyszczania twarzy.
Olej- naczytałam się na jego temat mnóstwo pozytywnych opinii w internecie. Mój już się kończy, a ten podobno jest wyśmienity na włosy wysokoporowe- czyli moje !
Pierwsze wrażenia - bałam się, że żel będzie miał ziołowy, nieprzyjemny zapach, a o dziwo jest wręcz przeciwnie ! Pachnie słodko i bardzo przyjemnie. Olej jest własnie na włosach, więc testowanie uważam za rozpoczęte ! :) 


A co u Was ciekawego ?:) 

27 kwi 2014

PK podsumowanie tygodnia 20 ! :)

Po tygodniach w Paznokciowym klubie uświadamiam sobie jak ten czas szybko leci ! Przed nami już 21 tydzień zabawy i ciesze się, że cały czas są chętne do projektu  :) W tym tygodniu z racji świąt Wielkanocnych dziewczyny zmalowały króliczki, jajeczka i wszystko co z tymi dniami kojarzyć się powinno :) Ja niestety zadaniu nie podołałam ! Moje Wielkanocne pazurki były proste i jednokolorowe - przeciwne do prac dziewczyn :) Zapraszam do oglądania ! 















A tymczasem wzorek na nowy tydzień - dokładniej dwa ! :) Sama nie za bardzo wiedziałam co wymyślić i co mogłybyśmy zmalować, aż wreszcie znalazłam kilka świetnych inspiracji :) Tak więc w tym tyogdniu nasze pazurki mają zamienić się w...
CUDOWNE
PRZEPIĘKNE
SOCZYSTE 
I
APETYCZNE
OWOCE ! 
Ma być kolorowo i wiosennie :) 
Jakie dokładnie? Zadecydujcie same - ja daje tylko kilka pomysłów ! :) 

http://www.pinterest.com/pin/120330621266880867/
http://www.pinterest.com/pin/454652524853793553/
http://www.pinterest.com/pin/40954677834659803/
http://www.pinterest.com/pin/40954677834659803/
http://www.pinterest.com/pin/557742735071648074/


I na sam koniec troszeczkę abstrakcji :D 
http://www.pinterest.com/pin/538672805402758876/



Czas do 11 maja ! Do dzieła dziewczyny. Czekam na Wasze prace ;)


26 kwi 2014

Moje drugie spojrzenie na maskarę od Astor ! :)

O tej maskarze już Wam kiedyś pisałam, a dokładniej w lipcu ubiegłego roku: ) Wtedy to używałam jej sporadycznie i nie sprawdziła się u mnie w 100% - zresztą moją ówczesną recenzję możecie zobaczyć i TUTAJ. Co przez ten czas się zmieniło i jak teraz na nią patrzę ? :) O tym już za chwilkę ! Dodam tylko, że po prawie roku jest to wciąż ten sam produkt :)


Opakowanie leciutko wysłużone, ale napisy cały czas trzymają się w miarę dobrze. Jak widzicie gdzieniegdzie się pościerały, ale wybaczam im to ! Maskara sporo przeszła i ma już za sobą szmat czasu, więc mają prawo gdzieś tam delikatnie się pościerać, prawda? :) 
Design, tak jak już mówiłam bardzo ładny. Mataliczny lekko błyszczący róż zapewne kobietom bardzo się spodoba :) Dzięki lekko kwadratowej końcówce nie mam problemu z jej odkręcaniem i zakręcaniem.  Maskara ładnie stoi, nie musimy się martwić, że gdzieś tam w łazience nam się sturla czy wywróci :) Końcówkę ze szczoteczką również da się postawić na główce, a za to ogromny plus ! Nienawidzę tuszy, które nie chcą mi stać, tez tak macie, czy tylko ja jestem taka dziwna? :P 


Niżej możecie podziwiać tą super fikuśną szczoteczkę ! Ja ją po prostu uwielbiam i gdy tusz się skończy na pewno ją zostawię :D (mam jakiś fetysz zbierania szczoteczek od tuszy :P )  Dzięki tej "główce" ładnie podkreślimy i podkręcimy nasze rzęsy, szczególnie te bo bokach. Szczoteczka bardzo ładnie i skutecznie wyłapuje wszystkie, nawet te najmniejsze rzęsy i ładnie je podkreśla. na samym początku, gdy jest jej więcej i jest bardziej wilgotna możemy mieć z tym problem! Zawsze na końcu nabierało mi się o wiele za dużo maskary i miałam nie mały problem z ładnym pokryciem rzęs. Zawsze zostawały mi na nich jakieś kleksy i kulki z maskary. Teraz, gdy tusz już przesechł i w sumie już jest przy końcu swojego żywota używa mi się jej bardzo dobrze ! 
Szczoteczka oczywiście jest sylikonowa - ja jestem miłośniczką takich rozwiązań i końcówek z włosia raczej u mnie w kosmetyczce nie znajdziecie :) 


I pora na najważniejsze czyli jej działanie i efekt na naszym oczku ! W lipcu pisałam, że wszystko z nią ok - ładnie i delikatnie podkreśli nasze rzęsy i nic więcej z nimi nie zrobi. Teraz zdanie zmieniam ! Maskara przeleżała swoje i sięgnęłam po nią z powrotem jakiś miesiąc temu i jestem nią zachwycona. Zdecydowanie jest to produkt, który musi swoje odleżeć i trochę podeschnąć. Nawet na poprzednich zdjęciach (w poście z lipca) możecie zauważyć, że moje rzęsy prezentowały się gorzej po jej użyciu niż ma to miejsce teraz. Były o wiele bardziej sklejone co oczywiście było winą nadmiaru produktu na szczoteczce tuszu. Po półrocznym leżakowaniu maskarę mogę tylko i wyłącznie POLECIĆ :) Ja używam jej do codziennego makijażu. Bardzo ładnie podkreśla, wydłuża i podkręca moje rzęsy, dzięki tej okrągłej główce przy szczoteczce. Zazwyczaj nakładam dwie warstwy, ale nawet po jednej efekt jest zauważalny :) 
Co się stało, że do niej wróciłam? Mój ulubiony tusz się skończył, a ja sięgnęłam po jakiś beznadziejny, którego używanie to była katorga- strasznie się obsypywał, a efekt końcowy był słaby. I tak to byłam zmuszona znaleźć w mojej kosmetyczce coś zapomnianego - i jest oto ona :D Od razu przypadła mi do gustu:)
Kolejne plusy za to, że trzyma się cały dzień i mocno utrwala nasze rzęsy. Po niektórych maskarach mam wrażenie, że po całym dniu po prostu jakoś tak dziwnie znikają - tutaj na pewno tego nie mamy ! Nie obsypuje się - nie musimy się martwić, że nasz makijaż dziwnie sfrunie sobie z rzęs. Noi jej zmywanie to bajka ! Ładnie schodzi i bardzo szybko. Nie podrażnia moich oczu co czasami miało miejsce przy innych produktach .
W sumie to nie wiem czy mam co na nią narzekać :D Może tylko na to, że potrzebowała leżakowania, żeby podeschnąć, a teraz już się kończy :( Noi cena- do tych z najniższej półki nie należy wydamy na nią 40 zł - jednak podczas obecnej promocji w Rossmanie  wyjdzie nam ona za 20 zł - tyle na pewno jest warta ! :) 
Mega długi rzęś, prawie, że sztucznych dzięki niej nie uzyskami, ale mi efekt zdecydowanie wystarcza :)


Tutaj macie jej prezentacje na rzęsach:) Powiem szczerze, że nigdy nie umiałam i chyba nigdy się nie nauczę fotografować oczu i kosmetyków na nich :D Musicie mi po prostu to wybaczyć i jakoś przeboleć mój brak umiejętności :D Będę trenować ! 



I tak na sam koniec malutka informacja dla Was :) 
Wiem, że na blogu z mojej prywaty nie ma zbyt wiele i to raczej się nie zmieni, ale chciałabym Was zaprosić na mój instagram :) Mam go od dawna, może nie jestem zbyt aktywna, ale na pewno to właśnie tam poznacie mnie troszeczkę od innej strony niż tylko czysto-blogowej :) Chętne serdecznie zapraszam !
Miło mi będzie jeżeli zostawicie mi linki do siebie

BUZIAKI ! 

22 kwi 2014

Mój ulubieniec - TINT od Bell :)

Na sam początek tak nietematycznie chciałabym Was zaprosić do ostatniego Framixu. Ukazał się on w piątek, kiedy wszystkie z Was były zajęte sprzątaniem i pieczeniem ciast, wiem, że serię lubicie, więc chętne zapraszam do poczytania :)  
Mam nadzieję, że święta minęły w spokojnej i radosnej atmosferze, a pogoda Was rozpieszczała :) U mnie niedziela deszczowa, wczoraj było pięknie, a dzisiaj to już w ogóle ! Za oknem samo słonko i mam nadzieję, że zostanie tak przynajmniej do wieczora :) Życzeń również Wam nie składałam, więc takie spóźnione, ale jak najbardziej szczere : Wszystkiego co najlepsze ! :* 
Dzisiaj znowu przychodzę do Was z mazidłem na usta i tak jak ostatnim razem był nim zupełny bubel, tak dzisiaj przeciwnie !  Zapraszam :)

Na sam początek może wyjaśnię co to w ogóle jest TINT - na pewno niektóre z Was nie mają zielonego pojęcia. Ja sama nie wiedziałam, że istnieje taka nazwa. Jest to po prostu błyszczyk (stale) barwiący nasze usta :) 
I zaczniemy od malutkiego porównania - opakowanie jakie znajdziemy w sklepie ( obrazek na dole ) kontra opakowanie jakie po tygodniu wyłoniło się z mojej torebki (zdjęcie na górze ), chyba nie ma tutaj osoby, która różnicy nie widzi. Napisy zeszły dosłownie po 3-4 dniach... Jak dla mnie jest to bardzo słabiutki wynik i mimo tego, że nie przeszkadza mi to jak wygląda ono obecnie to chodzi o sam fakt. Może się zdarzyć tak, że ktoś zdrapie je w sklepie i produkt już nie będzie nadawał się do sprzedaży. Są strasznie słabiutkie i znikają momentalnie. Nie mam pojęcia jak firma mogła nanieść coś takiego na opakowanie ... No, ale cóż - tego już nie zmienimy :) 
Sam design bardzo ładny- kobiecy i delikatny. Biel połączona z metalicznym różem - mi bardzo się podoba. Plastik jest twardy i gruby, nigdy nie zdarzyło mi się, żeby pomadka sama się otworzyła w torebce, albo wysunęła. Ogromny plus za to :) Do tego nie zacina się przy odkręcaniu i równie ładnie się chowa - opakowanie czyste - nic się nie wysunęło i nie upaćkało go wtedy, kiedy nie było to potrzebne :) 

Mój kolorek to 03 - czyli taki koralowo-czerwony ( na obrazku wyżej numerek 1 ) . Pomadkę otrzymałam na spotkaniu bloggerek w grudniu i od tamtego czasu stała się moim nierozłącznym kompanem. Od dawna chciałam kupić jakąś leciutko barwiącą szminkę, aczkolwiek szminki niestety, ale mają to w sobie, że malowanie nimi ( no przynajmniej dla mnie) do najprostszych nie należy. Musimy uważać, żeby nie wyjść za linię, żeby krzywo nie pomalować, albo wręcz przeciwnie, żeby jakiegoś kawałeczka nie ominąć. Tutaj nie mam się o co bać !  Maluje nią gdzie chce, kiedy chce, i jak często chce ! Nie martwię się, że coś jest nie tak, że moje usta wyglądają jak przybysza z innej planety. Bardzo ładnie podbija nasz naturalny kolor ust- lekko je zarysowuje i podkreśla. No jak dla mnie ideał !  Pomadka ma leciutko czerwone zabarwienie, co zresztą widać i na obrazku wyżej jak i na zdjęciach poniżej. Nie wiem jak to napisać, ale jest taka "śliska" - łatwo rozprowadza się po ustach, dosłownie jak każdy jeden błyszczyk. Przy malowaniu szminką mam taki lekki opór przy rozprowadzaniu jej - tutaj czegoś takiego nie mamy. 
Zapach pomadki jest przepiękny i słodki. Od razu po otwarciu opakowania da się go wyczuć. Dla mnie jest bardzo przyjemny i tylko umila czas używania kosmetyku. Oczywiście szybciutko znika, ale co tam - nie od tego jest, żeby trzymać się na naszych ustach :)  Jeśli chodzi o smak to nie mamy co obawiać się jakiejś chemii -  jest neutralny, a to najważniejsze :) 
No właśnie, usta pomalowałam i byłam przekonana, że po pierwszym łyku kolor zniknie, albo, że będzie praktycznie niezauważalny, i co ?  Ufff na szczęście cały czas jest tak samo wyraźny. Mam wrażenie, że pomadka jakby wtapia się i wnika w nasze usta, dzięki czemu kolor jest bardzo trwały i przy tym równie naturalny i subtelny.  Na pewno nie uzyskamy nią efektu mega zarysowanych, mocnych ust, tylko ładnie i wyraźnie je podkreślimy na naprawdę długi czas. Śmiało mogę powiedzieć, że 2-3 h to czas przez który napewno będzie widoczna na naszych ustach (bez nadmiernego picia i jedzenia z naszej strony :D ). Oczywiście efekt będzie słabszy niż na początku, ale najważniejsze, że cały czas jest zauważalny. 

A jak z działaniem? W końcu poza barwieniem jest to błyszczyk, który ma nam pomóc w regeneracji.  U mnie sprawdza się wyśmienicie ! Pomadka, tak jak już wspomniałam jest ze mną od grudnia - tak, więc miała szanse, przeżyć największe mrozy jakie w tym roku u nas gościły + moje narty i całodniowe szusowanie na stoku.  Dzięki niej, mój coroczny problem czerwonych, spierzchniętych ust poszedł w niepamięć :)  Super nawilża, a co najważniejsze efekt jest długotrwały, cały czas czujemy, że mamy ją na ustach. Nie musimy obawiać się, że szybciutko zniknie. Bardzo ładnie je pielęgnuje, nie martwię się o suche skórki czy spierzchnięcia.  Pomadka jest bardzo wydajna ! Jak same widzicie mam ją naprawdę długo, a używam jej bardzo często.
Niestety, co możecie zauważyć na zdjęciu poniżej ( choć mało wyraźnie) pomadka ostatnio złamała mi się :( Nie wiem jak to się stało, ponieważ zawsze wysuwam tylko jej kawałek, a tutaj taki psikus. Na szczęście cały czas bez obaw mogę jej używać. Złamanie aż tak mocno mi w tym nie przeszkadza ( i ma szczęście! ) Zapewne jest to winą tego, że jest ona dość miękka i delikatna. Musimy uważać z jej użytkowaniem i naciskiem jaki kładziemy.
Poza kolorem czerwonym, mamy również dwa odcienie różowego. Jestem strasznie ciekawa jak one zaprezentują się na ustach. Do mnie zapewne by nie pasowały, ale z czystej ciekawości, z miłą chęcią bym je wypróbowała :) Jej cena to koło 11 zł, a otrzymujemy naprawdę wartościowy produkt. Ja na pewno kupić drugie opakowanie ! jeszcze teraz jak w Rossmannie czeka na mnie -49% to już w ogóle. Nie ma szans, że się jej oprę :)
Dzięki niej moje usta są ładnie nawilżone, a przy tym ich naturalny kolor jest ślicznie i długotrwale podkreślony - od tak, w jednym zdaniu dla leniuszków ;)


18 kwi 2014

Framix = 6x6x6 ! Part 7 :)

Dzisiaj mija równo miesiąc odkąd na blogu pojawił się ostatni Framix! Już pewnie same zapomniałyście o co w nim chodziło :D Żeby Wam przypomnieć i odświeżyć delikatnie pamięć - JESTEM ! Przed nami już część 7 - czyli 6 zdjęć, 6 linków i 6 malutkich osobistych osiągnięć. Zapraszam :) 


6 zdjęć minionego czasu ! 
1. Takie wieczorki po prostu KOCHAM - ulubiona gazeta, słój z chrupkami na mleko i wielgachny kubek z kawusią ! 
2. Ostatnio obowiązkowa pozycja w moim jadłospisie, czyli świeżo wyciskany sok z pomarańczą i kiwi - ewentualnie z małą ilością jogurtu. Jak jeszcze nie próbowałyście to marsz do sklepu po składniki i robić ! Jest mega pyszny i mega zdrowy ! Ja mogłabym go pić na hektolitry :D Dzięki niemu odstawiłam wszystkie kartonowe soki i słodzone napoje :) 
3.Tego napoju raczej nie polecam, uraczyli mnie nim w barze - czyli herbata z... cynamonem :D Na dodatek ciepła, podczas gdy na dworze +20 :D 
4. Mam za sobą małe farbkowano - za zdjęcie przepraszam, ale swojego osobistego nie zrobiłam :D Ostatnio jakoś opuściłam się w pstrykaniu fot! Od tego miesiąca muszę to nadrobić.  Kolor, który wylądował u mnie na głowie to czekoladowy brąz.
5. Mój łup za 8 zł :D Na focie mało widać, ale jest to cudowna sukieneczka na ramiączka  :)
6. Tyle Was męczyłam o tą idealną biel i w końcu mam swoją :D Kupiłam lakier od Lovely za około 6 zł i jest super ! Ładnie kryje, oczywiście tylko po trzech warstwach i długo się trzyma, za tą cenę na pewno warto ! 



6 godnych polecenia linków ! 
Tutaj będzie słabiutko nie wiem czy uzbieram aż 6, bo przez ostatni miesiąc opuściłam się w czytaniu czegokolwiek w internecie ze względu na... WIOSNĘ ! Ale coś tam dla Was mam ;)

1. Na sam początek oczywiście coś tematycznego. Przed Wami Wielkanocne DIY od Karoliny. Malutkie, cudowne ozdóbki do wydrukowania na jajka i muffiny ! Ja uwielbiam takie akcenty :)
2. Podobno, praktycznie każdy przed zaśnięciem oblicza ile będzie mógł spać . Dzięki  TEJ stronie magiczny kalkulator obliczy za Was kiedy najlepiej  położyć się spać, żebyście obudzili się wypoczęci :D Warto zajrzeć i zobaczyć z czystej ciekawości ;)
3. Smoothie ! Chyba nie ma osób, które by ich nie kochały, prawda ? :D Pożywne, przepyszne i szybko się je robi. Dzięki TEJ stronce może odkryjecie jakiś nowy pomysł na połączenie smaków - wszystko bardzo czytelnie przedstawione na obrazku.
4. Tutaj mamy 15 pomysłów na użycie PESTO - przyznam się szczerze, że ja nigdy nie jadłam, ale mam zamiar niedługo zrobić, więc szukam i szukam inspiracji :) Tutaj znajdziemy ich wiele.
5. Co rodziny z całego świata jedzą przez tydzień ! Super zdjęcia, wszystko jest mega przedstawione i naprawdę warto zajrzeć na tą stronę. A do jakiego państwa pasuje Wasza rodzina ? Moja chyba podchodzi pod Australię ;)
6. I ostatni link ! Dałam radę znaleźć dla Was ich aż 6 :D Na sam koniec, stary reportaż, ale ja odkryłam go dopiero niedawno. 40 sposobów na gorsze życie, czyli co zrobić, żeby nasze życie było gorsze niż jest :D Doceńmy to co mamy ! Punk 8 i 9 to mój mistrz ! :D



6 rzeczy, z których mogę być dumna ! 
1. Na sam początek, rzecz o której już ostatnio Wam wspominałam, czyli ta piękna, okrągła liczba, której zasługą jesteście WY - jest Was już ponad 500 i jak na to patrzę to aż oczom nie wierze ! DZIĘKUJE ! :)
2. Pozostając przy liczbach, w tym miesiącu liczba odsłon mojego bloga przekroczyła 50 tys ! Kolejne, najszczersze - DZIĘKUJE !
3. Tutaj wreszcie malutki sukces osobisty- po 4 dniach nauki nauczyłam się COŚ robić ! Nawet nie wiecie jaka byłam , i jestem z siebie dumna ! :D Na razie nie zdradzę Wam czym to coś jest - na pewno w swoim czasie się tego dowiecie, musicie tylko uzbroić się w cierpliwość ;)
4.Wreszcie zaczęłam się ruszać, regularnie ćwiczyć i jestem z tego powodu mega szczęśliwa ! Ba, nawet udało mi się troszeczkę schudnąć, chociaż nie za bardzo to planowałam :) Lato zbliża się wielkimi krokami !
5. Zakupy, zakupy, zakupy ! Kupiłam rzecz, na której zakup zbierałam się od ponad roku ! :D
6. Jem w miarę regularnie, a na uczelnie robię sobie obiadki - aż sama nie wierzę, że wreszcie chociaż w malutkim stopniu mi się to udało :D
No, więc tak podsumowując ten miesiąc był UDANY i mam nadzieję, że ten również taki będzie :)

U Was też tak pozytywnie ?! Nie przyjmuje negatywnych odpowiedzi ! 

15 kwi 2014

Wszyscy mają Carmex- mam i ja ! :)

Do paznokciowego klubu dołączyło ostatnio kilka dziewczyn, tak, więc wrzucę notkę początkującą, żebyście mogły ją sobie przeczytać i lepiej zapoznać się z naszymi "zasadami" :) Wszystkich innych oczywiście, również zapraszam do zabawy ! :) Niedługo, tak jak już wspominałam, lista zostanie troszeczkę zredukowana i skrócona :)  Link do notki o TUTAJ , a na górze bloga macie zakładkę ze wszystkimi wzorkami, odnośnikami do podsumowań i oczywiście blogami uczestniczek :) 
Oj ostatnio mam wrażenie, że gdyby nie ten Klub to w ogóle nie wchodziłabym na tego bloga :D A tak to czuje jakiś "obowiązek" i wiem, że nie mogę Was zostawić od tak sobie, beż żadnej zapowiedzi ;) Więc, żeby się w końcu jakoś zrehabilitować, przychodzę do Was dzisiaj z balsamikiem do ust, który zapewne każda blogera bardzo dobrze zna :) Przyznam się szczerze, że dzisiaj rano planowałam zrobić fotki czegoś innego i wrzucić na bloga, ale oczywiście, pogoda jak to pogoda... jak mam wolne i czas na pstryknięcie kilku zdjęć to słońca nie ma !  Musimy się, więc zadowolić tym co mamy, no trudno :) Mam nadzieję, że chociaż w święta wyjrzy słoneczko! 


Zapewne, opakowanie, jak i sam balsamik jest Wam bardzo dobrze znane. Chyba nie uwierzę, jak ktoś mi powie, że pierwsze co o nim słyszy :P Recenzji w sieci znajdziemy o nim całą masę, a wiadomo ile opinii tyle i różnych zdań o kosmetyku, a jak prezentuje się moje ? Długo, długo na niego polowałam, jednak przy tej ilości mazideł do ust wiedziałam, że lepiej będzie jak sobie daruje i zaoszczędzę te kilka złoty, tak, więc możecie sobie tylko wyobrazić jaka szczęśliwa byłam, gdy wpadł on do mnie na spotkaniu bloggerek w grudniu :) Czemu tak bardzo chciałam go mieć w swojej kosmetyczce? Wydaję mi się, że firma Carmex świetnie poradziła sobie z rozreklamowaniem produktu i to chyba własnie to miało największy wpływ na moją chęć posiadania go :) Przyszedł nagle, i  tak samo nagle stał się bardzo sławny :) Dobra kampania i proszę bardzo jak wiele można zdziałać :) Do tego firma bardzo fajnie prowadzi swój fanpage na FB, ma masę fanów i konkursów- i coraz to bardziej przekonuje nas jak to i my musimy go mieć :) 


Opakowanie- same widzicie. Kolory na pewno przykują naszą uwagę. Jest bardzo wygodnie i ja uwielbiam takie tubki w kosmetykach do ust. W torebce na szczęście jeszcze mi się nie odkręcił i mam nadzieję, że nie planuje mi tego zrobić :)  Plastik miękki, nie mamy żadnych problemów z wydobyciem balsamiku i co najważniejsze żadne literki nie zmazują się. Jak były tak są i nie zapowiada się, żeby gdzieś tam umknęły :)  Dodatkowo produkty jest w tekturce - bardzo dobre zabezpieczenie przy zakupie w sklepie :) 24 miesiące ważności po otwarciu, jakoś długo, prawda ? :) 
Oczywiście, pierwsze co nas uderzy po odkręceniu kosmetyku to zapach. Według producenta jest to truskawka... serio ? Ja czuję coś słodkiego, chemicznego i jak by ktoś mi nie powiedział, że to truskawka to chyba nigdy bym się nie domyśliła :D Ach i lekka nutka mięty- trochę orzeźwia :) Powiem szczerze, że na początku zapach trochę , a może i nawet bardzo mnie rozczarował, ale teraz jakoś się do niego przyzwyczaiłam, no cóż :D  Szkoda tylko, że jest tak bardzo sztuczny i chemiczny, naprawdę znam wiele kosmetyków w których truskawka to truskawka, a nie coś truskawkopodobnego...


Balsamik ma dość gęstą konsystencję, którą możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Bardzo dobrze rozprowadza się na ustach, nie skleja ich i ładnie przylega :) Tworzy leciutką, błyszczącą powłoczkę. Oczywiście jest bezbarwny- jedyne co po sobie zostawia to połysk. I teraz to, co po jego aplikacji zszokowało mnie najbardziej ... MIĘTA !  Może i na tej tekturce było napisane, ja może nie doczytałam, a może i nie było, aczkolwiek balsam zdecydowanie ma efekt chłodzenia.  Szkoda, że na rysunku obok truskawek nie mamy żadnych listków mięty, bo wtedy nie było by u mnie takiego zaskoczenia :D Nie wiem w sumie, czemu i co w tym jest takiego fajnego, ale balsamy chłodzące uwielbiam :D Oczywiście podczas zimy się to nie sprawdza i teraz w sumie też jeszcze nie, ale podczas lata efekt może być super :) Ten od razu czuje, że mam na ustach i jest taką malutką "odskocznią" przy tych zwykłych balsamikach i pomadkach.
Noi teraz przejdźmy (chyba) do najważniejszego, czyli jego działania. Noi tutaj zonk! Mi zdecydowanie usta wysuszył ... Mam wrażenie, że to przez ten cały efekt chłodzenia. Już po tygodniu aplikacji pojawiły się przesuszenia i musiałam się ratować innymi pomadkami. To pierwszy tego typu kosmetyk, który miał aż tak negatywny wpływ na kondycję moich ust. Zazwyczaj albo pomadka nawilża, albo po prostu nic nie robi, a ja ją aplikuje, bo po prostu ją lubię, a tutaj efekt wręcz przeciwny do zamierzonego, słabiutko:( 


Czy kupię go ponownie? W sumie to sama nie wiem... uwielbiam go za ten efekt chłodzenia, do chemicznej truskaweczki też już w sumie się przyzwyczaiłam, ale tego wysuszania chyba mu nie daruję :(  Mimo wszystko zużyję go do końca, bo jest wygodny, poręczny, zostawia ładny połysk na ustach noi oczywiście ma moją ukochaną mięte :)  Mam jeszcze dwa balsamiki tej firmy, które czekają na swoją kolejkę i może one wypadną u mnie o wiele lepiej :) 
A jak Carmex`y sprawdził się u Was? 


13 kwi 2014

PK podsumowanie tygodnia 19 ! :)

Przed nami już 20 tydzień naszej paznokciowej zabawy :) Ciesze się, że do klubu dołączają wciąż nowe osoby, mam nadzieję, że caly pomysł przypadnie im do gustu i będą z nami jak najdłużej :) W tym tygodniu jak wiecie, na pazurkach królował wzór: Cherry Blossom Nails- czyli wiosenne kwiatuszki, których za oknem możemy dostrzec coraz to więcej :)  Mi wszystkie prace bardzo się podobają, są takie delikatne i kobiece :) Zresztą same oceńcie Nasze rezultaty :) 













Mam również kilka informacji:
1. Planuje trochę zmodyfikować listę uczestników. Osoby, które praktycznie wcale nie brały udziału w klubie, albo od dawna nie mam z nimi żadnego kontaktu, zostaną z niej usunięte :) Mam nadzieję, że to nie jest żaden problem. Oczywiście wyrzucę tylko te osoby,które widać, że na prawdę nie chcą brać udziału w zabawie, nie bójcie się ! :P  Prostu nie widzę sensu, żeby na liście widniało 50 blogów, gdzie tylko 20 jest aktywnych :) Mam nadzieję, że rozumiecie :)
2.Tutaj info dla aktywnych klubowiczek- Jak wiecie ostatnio przeprowadziłam małą ankietę dotyczącą tego co ile ma się pojawiać nowy wzorek. Wynik jest jasny, same zobaczcie:
Tak więc od tego tygodnia, macie dwa tygodnie na wykonanie swojej pracy ! :) 

3. Noi chyba najważniejsze, czyli wzór na nowy tydzień ! Myślę, że większość z Was już się domyśla co to może być, bo ostatnio uchyliłam rąbka tajemnicy. Przed nami święto, więc jakże nasze pazurki mogłyby się do niego nie dopasować ! Interpretację zostawiam Wam, ma być po prostu WIELKANOCNIE ! A niżej wklejam kilka inspiracji!
http://www.pinterest.com/pin/41376890298748253/
http://www.pinterest.com/pin/239464905159165342/
http://www.pinterest.com/pin/41376890298748255/
http://www.pinterest.com/pin/241364861249552887/
http://www.pinterest.com/pin/115475177915708738/