16 sty 2014

Ja, Indianka, czyli - Glinka różowa od FITOMED :)

Dziś przybliżę Wam różową glinkę od FITOMED. Na swoją recenzję czekała długo, oj długo i wreszcie się doczekała :) 
Fitomed w swoim asortymencie posiada aż 5 rodzajów glinek. Znajdziemy zieloną, żółta, czerwoną, białą i oczywiście RÓŻOWĄ :) Czemu wybrałam akurat tą ? Przeczytałam o niej sporo recenzji, nie pamiętam, żeby jakaś była negatywna :) Dodatkowo jest to połączenie glinki czerwonej i białej czyli takie 2w1 :) Producent zapewnia, że ze wszystkich propozycji to własnie ta ma najbogatszy skład - wiedziałam, że to ona musi być moja ! :) 


Jak widzicie, zamknięta jest w plastikowym słoiczku z krótką etykietką produktu, jego wagą (znajdziemy 36g glinki) oraz datą ważności. Opakowanie nie przysparza mi żadnych problemów - ma duży otwór do wydobycia proszku i nie zacina się przy zakręcaniu :) 



Glinka jak widzicie to różowy proszek, który należy rozrobić z wodą bądź olejkami. Brakuje mi krótkiej "instrukcji" od producenta jak należny ją rozrabiać. Po raz pierwszy miałam mały problem z proporcjami, nie wiedziałam ile jej użyć i jak powinna wyglądać w ostatecznej postaci. Drogą prób i błędów chyba udało mi się osiągnąć odpowiednią konsystencje :) 
Świetne jest to, że glinkę możemy urozmaicać swoimi ulubionymi olejkami ! :) Ja czasami coś tam do niej doleje :) Szczególnie olejek migdałowy, który ładnie nawilża cerę i wzbogaca działanie glinki.
Niestety ciężko mi podać dla Was proporcje - u mnie jest to około - jedna łyżka proszku i kilka ml wody - na prawdę malutko! Uważajcie jak będziecie ją rozrabiać, żeby nie była za rzadka, bo wtedy będzie Wam ściekać z buzi. Noi żeby nie rozrobić jej za dużo. Ja niestety tak zrobiłam za pierwszym razem jak dolałam za dużo wody. Powolutku, pomalutku dodawajcie po troszeczku proszku i płynu :) 
Jest na prawdę bardzo wydajna - mi starczy jeszcze na długo :) 

No to rozrabiamy i siup na buźkę ! :) Glinka bardzo szybko zasycha. Z takiej pomarańczowej robi się jasna :)  Jak ją nakładam to czuje się jak jakaś Indianka :D Serio ! Jestem cała pomarańczowa :P Trzymam ją około 15-20 minut- podobnież glince nie można dać wyschnąć, więc cały czas musimy ją delikatnie zwilżać.
Bałam się, że pozbycie się jej z twarzy może przysporzyć nam nie małych problemów. Na szczęście nie jest aż tak źle. Glinka pod wpływem mydła ładnie schodzi. Oczywiście musimy uważać, żeby nie zabrudzić niczego dookoła. Delikatnie się maże i barwi wszystko na pomarańczowo. 
A jak z tym działaniem? 
Nawilża i oczyszcza naszą cerę. Delikatnie ją wysusza. Lubię pozostające po niej uczucie ściągnięcia i gładkości naszej cery. 

Poniżej macie króciutką instrukcję 
1. Glinka w miseczce
2.Glinka po rozrobieniu
3.Glinka na twarzy ( suche i jeszcze wilgotne miejsca)
Podsumowując- lubię efekt, który glinka po sobie pozostawia. Dla niektórych, a szczególnie na początku, lekko problematyczne może być jednak jej rozrabianie
Świetnie, że możemy ją wzbogacić jak tylko chcemy i eksperymentować z dodawaniem różnych olejków ! :) Myślę, że każda kosmetykomaniaczka powinna mieć w swojej łazience oto taką glinkę ! :) 



Ja, produkt mogłam przetestować dzięki uprzejmości sklepu FITOMED:) 

Glinkę możecie kupić o TUTAJ  ---> jej cena to 13 zł , a starczy Wam na prawdę na długo, długo :) 


20 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Serio ? :P haha, a ja nigdzie nie spotkałam :D

      Usuń
  2. różowej jeszcze nie próbowałam, ale białą sobie chwalę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. różowej jeszcze nie miałam - moja ulubiona to zielona :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ciekawa, rozejrzę się za nią!

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłaby fajna, gdyby nie to osypywanie się i brudzenie :) Mi chyba nigdy jeszcze nie wyszła idealna konsystencja takich maseczek :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię takie maseczki, bo faktycznie skóra jest odświeżona ale przeszkadza mi proces przygotowania - papranina. Chociaż czasami jednak warto się troszke pofatygować :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie miałam jeszcze różowej glinki, z białej jestem bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana, ale glinka nie może zaschnąć na twarzy, wtedy traci swoje działanie i może ściągnąć i podrażnić trochę skórę ;)
    Glinki kocham, różową też chętnie wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  9. kurcze, nigdy w życiu nie miałam glinki na twarzy i mam dziwne wrażenie, że wiele mnie omija :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ta glinka wydaje sie byc bardzo ciekawa :) Mam naseczke z glinka rozowa i jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  11. lubię maseczki z glinke, różową też mam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. myślałam, że nie należy dopuszczać do wyschnięcia glinki. zamierzam wypróbować te z fitomedu.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mam glinkę zieloną ale dawno jej nie używałam jakoś ostatnio wybieram te gotowe :)

    OdpowiedzUsuń
  14. O różowej jeszcze nie słyszałam. Sama chętnie poczułabym się jak Indianka :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam glinki.. ale różowej nigdy nie miałam nawet w maseczce.

    OdpowiedzUsuń
  16. już nie długo napiszę jak można je wykorzystać :) Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń